10
lipca
2008

Studium przypadku Segway

Chciałbym omówić jeden z bardziej chybionych pomysłów ostatnich lat - po części jako przestrogę dla biznesmenów o rozdmuchanym ego, po części jako przykład, że nie wszystko złoto co się świeci. Nie wszystko, co wygląda bajerancko, może się sprzedać.

Segway (tak zwany transporter osobisty, przypominający dwukołową platformę która trzyma pion dzięki żyroskopom) został wymyślony przez Deana Kamena - dość znanego na amerykańskim rynku wynalazcę. Projektował on m.in. pompy insulinowe i urządzenia do dializy, a także wiele innych przydatnych urządzeń. Segway był wynikiem jego zabaw z silnikami żyroskopami i elektroniką. Wydawać by się mogło, że to wystarczy, by każdemu mężczyźnie serce zaczęło szybciej bić… Jednak coś poszło nie tak.

Od momentu prezentacji dla potencjalnych inwestorów ludzie mówili o Segway jako o cudzie techniki, czymś co ma zrewolucjonizować transport, zmienić rzeczywistość. Zachwyceni byli m.in. Jeff Bezos i Steve Jobs. Od razu na realizację projektu dostał 100 mln. dolarów od inwestorów.

Dean Kamen miał więc pomysł na coś nowego i ciekawego. Miał pieniądze by pomysł ten zrealizować. I wiedział jak sprawić, by ludzie o nim mówili.

Najważniejsza była tajemnica. Podczas gdy produkcja była w trakcie przygotowań, zapowiedział on rewolucję w transporcie, zainteresował media i rozbudził wyobraźnię w społeczeństwie. Niektórzy myśleli nawet, że chodzi o teleport! Marketing szeptany zrobił swoje. Wkrótce o tajemniczym projekcie Kamena było dość głośno.

Dzień premiery był sukcesem. Ludzie rzucili się na Segway jak na ciepłe bułeczki. I na tej pięknej premierze, sen o olbrzymim sukcesie się skończył. Segway miał linię zdolną produkować 40000 maszyn miesięcznie, a do chwili obecnej trafiło na rynek tylko 40 tyś segewayów. Liczono na zyski około 1 mld dolarów rocznie. Do tej pory sprzedaż wynosi mniej niż 300 mln dolarów.

Co zawiodło? Moim zdaniem 2 rzeczy: produkt i dystrybucja.

Segeway nie jest wybitnym wynalazkiem, bo owszem, ładnie wygląda, ale poza tym nie ma zalet, które oferują inne środki transportu. Segway to bajerek i to bardzo drogi (na polskim rynku od 20000 zł wzwyż) - za tą samą cenę można mieć sensowny, używany samochód. Segway nie jest czymś, na czym komfortowo jeździłoby się w polskich warunkach - brak mu korzyści samochodu, a jest zbyt rewolucyjny, by przekonać zwolenników rowerów. Nie obiecuje zdrowia ani oszczędności czasu, a jedynie komfort jazdy i wyjątkowość.

Przekaz o korzyściach, jakie niesie, jest niewyraźny (przynajmniej dla mnie) i trudno mi wyobrazić sobie po co Kowalskiemu lub nawet nowobogackiemu Kowalskiemu taki twór. Panowie od Segwaya przegięliście…

Dystrybucja tym bardziej zawiodła. Segway w Polsce stał się dostępny dużo po burzy medialnej jaką wywołał, zresztą problem ten dotyczy całej sieci dystrybucji poza Stanami Zjednoczonymi. Czyli dobry marketing zdążył ostygnąć kiedy wrzucono na ruszt inne rynki. Zmarnowano zatem szanse, bo nie zdołano zachęcić wystarczającej liczby osób (przodowników), którzy wypromowaliby wystarczająco ideę (o ile przy takich cechach produktu byłoby to w ogóle wykonalne).

Jako wniosek z tej bolesnej dla wielu inwestorów lekcji powiem tylko, że produkt musi coś ze sobą nieść, jakąś wyraźną korzyść dla klienta (niezależnie czy rzeczywiście potrzebuje on tego produktu). A marketing i sprzedaż powinna ściśle współgrać z dystrybucją. Tego nauczył mnie Segway - niech spoczywa w spokoju jako przykład idei która za bardzo należy do świata idei, niż do praktycznej, brutalnej rzeczywistości popytu i podaży.



Napisane przez: Michał Mietliński

Komentarze


hehe świetny artykuł, brutalne wnioski, ale tak to wygląda. Brakuje mi tylko zdjęcia tego przedmiotu :)
Segway przeszedł prostą drogę porażki:
1. wymyśl i zrób produkt
2. znajdź potencjalnych odbirców
3. módl się o sprzedaż :)


Masz w 100% rację. Zdjęcie byłoby tu bardzo mile widziane i za chwilę je tutaj wkleję - mam nadzieję, że się Michał nie obrazi. W ogóle to chyba na naszym blogu brakuję troszkę grafiki, chociaż nie ma co przeginać w jedną czy drugą stronę.

Pozdrawiam,
Adam Hycnar


Odpowiednia grafika w odpowiednim miejscu pomaga bardzo czytelnikom utrzymać uwagę i lepiej zrozumieć temat.
Tutaj to zdjęcie pasuje idealnie - gwarantuję, że więcej osób się zainteresuje artykułem, który zresztą jest bardzo wartościowy.


Też prawda, musimy ubarwiać trochę bloga wtedy, gdy jest ku temu okazja - niektóre wpisy rzeczywiście można przyozdobić grafiką. Dzięki za trafne spostrzeżenie - na pewno będziemy się do tego w większym stopniu teraz stosowali.

Pozdrawiam,
Adam Hycnar


jesteście beznadziejni myślicie ze segway to porażka mylicie sie. Macie racje po takiej dziurze jak polska to nawet samochodem trudno sie poruszać a co dopiero segway’em. W innych Cywilizowanych panswach UE sprzedaje sie znakomicie wiem bo jestem dystrybutoerm


1. Łączysz opinie na temat artykułu z opinią na Nasz temat.
2. Do napisania zainspirował mnie przede wszystkim artykuł w prasie biznesowej - który przedstawiał podobny punkt widzenia.
3. Co do sprzedaży - to najwyraźniej mamy inny spojrzenie, ja analizowałem globalne oczekiwania (co oczywiście nie jest do końca obiektywne, bo opierałem się na źródłach pośrednich). Natomiast jeśli Tobie udaje się sprzedawać dużo tego typu maszyn, to warto abyś nam o tym napisał. Jak Ci się to udaje? Do kogo próbujesz trafić z produktem?
4. Moim zdaniem, jeśli dobrze Ci się wiedzie w sprzedaży Segway to lepiej to świadczy o Twoich umiejętnościach, aniżeli o skuteczności całego pomysłu. Tak jak pisałem, sprzedaż jest, ale na nie spełnia oczekiwań produkcji.
5. Przykładem takiej sytuacji, gdzie sprzedaż jest, produkt jest fajny, ale całość grozi porażką, może być Airbus A380- który jest wielkim sukcesem konstrukcyjnym, rewelacyjnym projektem zrealizowanym na ogromną skalę. Zamówień na ten samolot jest dużo, ale cała firma jest w dołku i już by upadła gdyby nie pomoc rządów Anglii i Francji… Także widać, że zamówienia w tym wypadku to nie wszystko.

Zostaw komentarz

(wymagane)


(wymagane)





Podgląd komentarza: